2011-12-04

Spacer był...

... ale zdjęć nie było. Anna w ramach beztroskich harców wyjęła mi baterie z aparatu. Sprawdzanie wszystkiego to paranoja, dzień wcześniej sam te baterie pakowałem do środka.
W każdym razie hipotetyczny pojemnik nawet się sprawdził. Ciężko go domyć, ale za to gruby plastik dobrze trzyma ciepło. Wygodnie się je z tego.

Na huraganowym wietrze wieprzowina w sosie pomidorowym a'la Kerfur, do tego kuskus, na koniec herbatka. Wieprzowina  - ohydztwo, na siłę zagęszczone byle co. Na przyszłość, jak już będę brał puszkowinę, to jednak jakąś bardziej substancjalną.

Dupa mi zmarzła, w domu byłem 15 minut przed deszczem.

0 x skomentowano:

Ten blog nie jest w żadnym wypadku pierdo-periodykiem.