2011-11-22

Plany, plany

Przygotowuję się powoli do przejścia trasą Władysławowo - Świnoujście, wczesną jesienią przyszłego roku. Co z tego wyjdzie to się jeszcze zobaczy, ale się przygotowuję. Sam się sobie dziwię, że piszę o tym tak późno. Pracuję po swojemu - uważnie, powoli, rozsądnie. Jak znam życie, czwartego dnia skręcę sobie kostkę i będzie po ptakach. Ale przez cały rok będę mógł sobie pomarzyć, to też jest ważne.
Zakładam, że przejście 360 km zajmie mi 2-3 tygodnie, pracuję nad kondycją, ale chodzić pow. 25km dziennie bez zakatowania stóp prawdopodobnie nie dam rady, nie z nadwagą.
Warunki meteo w tym roku były nader zachęcające: raczej ładnie, 15-25 C w dzień, minimum 10 C w nocy, raczej wietrznie i na taką pogodę będę się nastawiał w przyszłym roku.
Morze wybrałem głównie dla tego, że jest przewidywalne. Ciężko się zgubić, łatwo się znaleźć, cywilizacja jest zawsze w zasięgu ręki. Woda po prawo, piasek po lewo. Dwa tygodnie medytacji powinny jakoś mnie ustawić w sensie wypoczynku, wczasów i zasobów czasu na myślenie. Mam nadzieję, że poza kurortami nie będzie tłoku.

Mam zamiar spakować się dość lekko, raczej minimalistycznie. Nie mam kupy forsy na ultralekki sprzęt, nie chcę mieć, ale i tak powinienem się zmieścić w 6 kg + to co na sobie (dodatkowy kilogram) + żywność + woda. Nie chcę zabrać za mało, ale wolę mieć za mało, niż za dużo, a w ogóle to najlepiej by było spakować się w sam raz.

Sypiam w hamaku, ale dam radę przespać/przeczekać noc na piachu. Nie będę niszczył przyrody, nie zamierzam palić ognisk, ścinać drzewek ani łapać zwierząt (wolałbym nie być zmuszony do czegoś takiego), największejsze planowane roboty heavy-duty to wystruganie śledzia albo otwarcie puszki z fasolą. Mam bundeswehrowego Victorinoxa, dodałem mu wykałaczkę i pęsetę. Ma piłę, szydło, parę śrubokrętów, główne ostrze (bez ząbków, zeszlifowałem je) wystarczy spokojnie do zrobienia sobie łyżki i pokrojenia chleba. Jak go zgubię w połowie trasy, to i tak dam sobie radę.

Pracuję leniwie nad listą sprzętu (to nad czym się jeszcze waham albo rozkminiam jest na szarawym tle).

Zostało mi jeszcze bardzo dużo do zrobienia - zaplanowanie i weryfikacja trasy, to muszę zrobić tip-top, dorobienie i przetestowanie różnych rozwiązań, w tym wykombinowanie jak mieć przez cały czas komórkę na chodzie (trzeba Ci, drogi czytelniku, wiedzieć, że współczesne akumulatorki dość szybko rozładowują się same) - prognoza pogody z takiego telefonu może się przydać. To może brzmieć jak głupota, ale z komórki w terenie jak dotąd byłem w stanie wykrzesać wyłącznie bardzo krótkie rozmowy, zdecydowanie nie wystarczyłoby mi czasu na wezwanie pomocy. Więc może oleję to i wezmę po prostu kartę i będę dzwonił z budek... Jakiś protokół bezpieczeństwa by się przydał. Jeszcze wpadł mi do głowy taki pomysł - może warto przygotować sobie kamerę otworkową stosowną do takiego tematu? Oszczędność wagi względem tego, co mam teraz to ok 1 kg (nie mówiąc o objętości). Pocztówkarze i tak zrobią lepsze zdjęcia, nie muszę się fotograficznie napinać, a cyfra nie da rady z tym tematem (a ja z bateriami).

Co udało mi się wykombinować do tej pory:

  • Wydrukowałem sobie mapę. Obciąłem wydruki - odpadło ze 100g białego papieru. Zadbałem o wodoodporną, przezroczystą, zamykaną koszulkę. Dwadzieścia parę arkuszy opisałem i ponumerowałem.
  • Stalowe coś, w czym zamierzam gotować, ma w miarę szczelną pokrywko-miskę, od biedy mogę w to przełożyć zawartość jakiegoś słoika, namoczyć soczewicę albo nosić w środku wodę.
  • Na wszelką wszelkość mogę zabrać groundcloth (polska nazwa na to chyba jeszcze nie istnieje, w "podłogę" nie wierzę), przyda się też żeby nie zmarznąć nocą na wietrze.
  • Mogę sobie częściowo odpuścić higienę jamy ustnej, jestem pewien, że wystarczy mi żucie gumy i mocna herbata, którą i tak wezmę ze sobą. W razie czego kupię sobie pastę i szczoteczkę po drodze.
  • Wystarczy mi jedno główne źródło ognia - zapalniczka. Denaturat czasami ciężko podpalić krzesiwem, krzesiwo jest ciężkie, więc krzesiwa nie wezmę. W razie awarii - jedną noc jestem w stanie się przemęczyć bez gotowania, następnego dnia kupię zapałki.
  • Sam scyzoryk da sobie radę ze wszystkimi zadaniami terenowymi, zapasowy skalpel będzie w apteczce.


Braki - jest ich niewiele. Sznurek dobry by się przydał. Cienki i diabelnie mocny. W apteczce mam raczej niewiele, sporo rzeczy będę musiał kupić. to chyba wsio, przynajmniej na ten moment.

0 x skomentowano:

Ten blog nie jest w żadnym wypadku pierdo-periodykiem.