2011-09-28

Wrzesień

Zwykle od siedzenia boli mnie kość ogonowa, ale czasami, najczęściej w weekendy, pryskam, jak ten pies, co się urwał z łańcucha...

Jakiś czas temu wypuściłem się (już po raz drugi) w Łosiowe Góry. Góry to może odrobinę przesadzona nazwa. Jest Grudziądz, za nim jedna duża górka, późnij dołek - dolina Osy, a dalej Łosiowe.
Obrazki nie są jakieś strasznie spektakularne (nie lubię ani robić, ani oglądać spektakularnych obrazków).
Przejście z Grudziądza do Parsków na szczęście udało się wybrać takie bardziej na przełaj:


Później Parski i spacerek koroną wału:


A na sam koniec - Zakurzewo - wioska, z której pochodzi jakiś przodek chyba każdego kogo znam z tutejszych ludzi.


Później był tylko las, las, las.
W trakcie wypadu testowałem mieszoka - plecak, który uszyłem sobie na wzór plecaka armii Turkmenistanu, stosowanego nieprzerwanie od czasów I WŚ. 
Więcej o konstrukcji łamaną angielszczyzną napisałem tu: meshok-super-ultralite-small - co mogę powiedzieć - zadziałał znakomicie, 100g wygodnego plecaka (porównując z 1,5 kg niewygodniej wojskowej kostki) naprawdę pomaga chodzić wygodnie, a mała objętość zapobiega zabieraniu ze sobą głupich rzeczy.

 Następny wypad miał miejsce tydzień później. Przejście z Ostródy do Unieszewa, w sumie pokonałem ponad 30 km spacerowym tempem. Po drodze, jak zwykle, nie działo się nic spektakularnego - w sumie to bardzo pomaga się skupić. Z jakiejś suchej gałęzi wystrugałem sobie kostur w razie ataku jakiegoś wrednego pieska i spokojnie, powoli szedłem starą, brukowaną drogą:
Wywczas udał się przednio, jako stały punkt programu przeżyłem atak strzyżaków, na szczęście miałem moskitierę.




Po drodze: Biesal, Tomaryny, polska kolej piesza, Łajsy - o poranku wszystko wygląda ślicznie, więc szło mi się całkiem nieźle.
Szedłem znów z mieszokiem, i znów mieszok dał radę. Nie wiem, kto wymyślił ten plecak, ale miał łeb na karku - miejsca mam akurat na wszystkie graty, jedzenie i wodę, nosi się w miarę wygodnie. Niestety brakuje mi w nim bocznych kieszeni, ale i na to może znajdzie się jakaś rada. Nie miał bym żadnych pretensji, gdyby worek po prostu się rozpadł - cienka, jedwabna podszewka, wszystko szyte byle jak, ale się trzyma.

Sen zakłócali mi myśliwi, głośno było do 22 - 23. Ryki, wystrzały, już chyba bym wolał wycinkę od rana...

Był mi się udał jeszcze jeden wypad - przeszedłem do Zajączkowa i wróciłem tego samego dnia, najpierw starałem się iść wałem, później wracałem szosą. Kilometraż - 23 km. Zdjęć brak, bo dźwigałem analoga. Może za rok, może za dwa wywołam to wszystko.

Co jeszcze - z subskrypcji na YT wywaliłem ogromną ilość dziwnych kanałów, większość była po prostu nieaktywna, ale wyleciało precz paru idiotów, którzy proponowali zachowania ryzykowne, paru natrętnie reklamujących jakieś głupoty itp.

Bastion, niestety, nie działa u mnie z powodu za słabej karty graficznej.

0 x skomentowano:

Ten blog nie jest w żadnym wypadku pierdo-periodykiem.