2009-05-26
2009-05-02
Czas mi wyleciał
Przeżyliśmy niewielki zastrzyk gotówki, dotarła nieco spóźniona wypłata z M-GOKu.
Prądożerny blaszak po kwartale oczekiwań, planów i trzymania kciuków w końcu z hukiem wyleciał z biurka. Na jego miejsce zawitał mały laptop, o dziwo szybszy. Wykorzystaliśmy te zmiany do zaprowadzenia porządków na większą skalę. Ania nawet pożyczyła odkurzacz od rodziców, żeby przetrzebić hodowlę kotków, którą utrzymywaliśmy na rzadko uczęszczanych ścieżkach. Ja z kolei wyprałem kable, odmoczyłem głośniki i wyszorowałem modem. Warto było zadbać, żeby z okazji świątecznego weekendu chociaż przez chwilę wszystko pobłyszczało w słońcu. Następnym dużym komputerowym krokiem będzie wojna właśnie z tymi kablami, bo teraz zajmują dowolnie dużą dużą część biurka. Zaś następnym dużym niekomputerowym krokiem będzie montaż półki - żeby w końcu po latach tułania się po wynajętych mieszkaniach rozpakować kartony.
Poza tym wszystko idzie po staremu. Windows nie sieciuje jak powinien, dyski są za małe, ja dalej się leniwię - bez rewolucji, bez gwałtownych zmian. Wiosenna równowaga. Nawet ziółka w doniczkach rosną bardzo powoli.
Mam nadzieję, że przy okazji następnego wpisu uda się wywołać kilka fotek trzaśniętych przy okazji międzynarodowego dnia fotografii otworkowej.
