2008-01-30

Tak, tak, Łukaszku

Chciałem tylko napisać - nie, nie umarłem i mam się całkiem dobrze.
Oczywiście tematów na posty jest cała masa: o tym jak się pracuje, o tym, jak się żyje, o tym dlaczego ludzie w Trójmieście biegają i kto im to zrobił. Trzeba wam wiedzieć, spotykam takiego pana, który podbiegiwał wiecznie spóźniony już wcześniej, teraz to powszechniejsze. Dalej: o przesiadce na Debiana, o tym, jak Veejay 1.0 nie działa, a jak działa i gdzie sobie mogę w związku z tym wsadzić swój skądinąd nowatorski pomysł. A właśnie: o niekończącej się serii pomysłów na zajęcia, biznesy, przedsięwzięcia, zajęcia i o tym, że polskiej scenie muzycznej należy się porządny kop w dupę i o tym, że Polska nie wydaje mi się zdatna do spędzenia tu życia i o nowych okularach i o tym, jak mi się rytm dobowy w nowym roku zmienił, o tym, że łupież, że krzesła szukam i znaleźć nie mogę, o tym ile pracuję i dlaczego praca po godzinach to przyjemność, a praca na etacie - katorga. O tramwajach, autobusach i wielu wielu jeszcze.
A nie piszę, bo szykuję coś większego, coś ważniejszego. I daleka jeszcze droga przede mną.

2008-01-13

Licencjom Creative Commons mówimy "nie"

Przykro mi z powodu rosnącej popularności licencji Creative Commons. Pod płaszczykiem walki z wielkim przemysłem i porządkiem wielkiego przemysłu faktycznie oferuje się wyłącznie darmową konsumpcję. Dla artysty próbującego wytworzyć coś z utworów licencjonowanych CC zasada informowania o autorach tego, z czego się czerpie bywa niedorzeczna.
Załóżmy, że wykonuję kolaż z prac na licencjach CC i chcę umieścić go na t-shircie. Mogę to zrobić nie pytając, ale jestem zobligowany czymś bardzo głupim. Jak by wyglądał taki t-shirt? Z przodu mały obrazek z tuzina zdjęć i wielgaśna lista autorów, a z tyłu - kompletny tekst licencji CC. Mogę za wykorzystane zdjęcia nie płacić, ale czy brak opłaty, zgody autora itd. to na pewno jest wolność? Czy ciągnące za sobą długaśne ogony nazwisk utwory muzyczne mają rację bytu? Nie, nie i jeszcze raz nie.
Jeżeli, moi drodzy, chcecie być re-używani proponuję zdecydować się na licencję, która uczyni Was anonimowymi.

2008-01-01

Ubuntu i dysków cięcie gięcie

Wczoraj w końcu udało mi się nakłonić Ubuntu do zmiany decyzji w sprawie upgrade na wersję 8.04. Oporne były repozytoria "commercial" - zahaszowałem wpisy w sources.list (bo po co mi takie rzeczy?), potem wszystko poszło gładko.
Zacząłem pobireać potrzebne pliki jakoś koło 14. Widząc co się święci (785MB downloadu, ponad 1700 paczek do przepracowania) już koło 16 zacząłem składać życzenia wszystkim, którzy byli jakoś dalej. Póżniej nie zmagałem się z wysyłaniem czegokolwiek, zwyczajnie, żeby system przepracował sobie te megabajty. Zaczął mielić po 19, ja grzecznie zająłem się czytaniem "W obronie wolności". Instalacja zakończyła się grubo po 22 - znaczy, że dysk rzęził bite 3 h.
Jakie wrażenia? Nowy rok - super, nowy system - jak zwykle w fazie alfa - zwalony. KDE4 - najgorętszy kawałek kodu w 8.04, nie działa tak jak powinien - zwyczajnie brakuje kilku paczek, kilka wymaga przerobienia.
Pozostaje zgłosić lub potwierdzić błędy i poczekać na poprawki.

Ten blog nie jest w żadnym wypadku pierdo-periodykiem.