2008-02-24

Szkic: Wolność w fotografii

Nurt fotografii low-tech a problem niezależności twórczej
Kilka lat temu mój nauczyciel i przyjaciel Janusz Połom pokazał mi coś i spytał: "Wiesz co to jest?", "Film" - odparłem. "No tak, ale wiesz co to za film? To legenda! To moja ostatnia taka rolka!" Byłem wtedy bardzo zdziwiony - dlaczego Janusz chwali się posiadanym filmem? Co w tym takiego wyjątkowego? Okazało się, że film wyszedł z produkcji jakiś czas wcześniej, że jest doskonały, że ostatnie "pewne" sztuki tracą właśnie termin ważności leżąc w chłodzie w prywatnych lodówkach i szafkach. Kodak pomimo protestów grupy fotografów zrezygnował z nieopłacalnej produkcji.
Nawet, gdyby producent łaskawie ujawnił receptury, na co liczyć oczywiście nie należy, to na świecie jest tylko kilka miejsc, w których ktoś mógłby wyprodukować film o jakości porównywalnej oryginałem. O ile oczywiście cena nie grała by roli.
Artysta - w chwili zamknięcia produkcji pewnego filmu traci narzędzie ekspresji. Podobna sytuacja grozi mu, kiedy uszkodzi ważną część korpusu swojej kamery. Z ust Janusza padło kiedyś: "muszę poszukać korpusu na zapas, za piętnaście lat w jakimś serwisie może zwyczajnie brakować śrubek".
Taką fotograficzną zależność twórcy od producenta i produktu znajduję na każdym kroku, nie ważne, czy chodzi o sprzęt muzyczny, czy o materiały światłoczułe - wielkie koncerny i ich markowe produkty trzymają twórców w szachu. To oni - tuzy marketingu Kodaka, Fuji, Ilforda czy Agfy - decydują o tym, jakie będą zdjęcia i jaka będzie fotografia za 5 czy 10 lat.
Jak można sobie poradzić? Ważniejsze jest moim zdaniem pytanie: "W jakim stopniu można sobie z tym w ogóle poradzić?". Czy we współczesnym świecie jesteśmy zależni od producentów kompletnie? Czy może wybieramy między złem dużym i większym?
Wiedzieć czego się chce - to podstawa. Jak zrobić - to mniej ważne. Kiedy się wie, co się chce zrobić (i przede wszystkim dlaczego), droga do celu jest z reguły prosta. Komuś potrzeba pięknych fotograficznych szkiców, robionych na spacerach z psem - kupuje nieduży, używany aparat cyfrowy, lepiej "od znajomych", niż "dobry". Ktoś szukając możliwości rozwinięcia inżynierskich zdolności konstruuje kamerę LF. Podobnie piktorialista szukając odmiennego obrazowania, drążyć może fotografię otworkową.
Dlaczego tak jest?
Pomijam fakt, że większość ludzi jest leniwa, zbyt leniwa, żeby samodzielnie wytworzyć nie tylko dzieło, ale i narzędzie. Współczesna fotografia korzysta z materiałów i technologii będących poza zasięgiem człowieka, nawet takiego z dobrze wyposażonym warsztatem. (Ważne pytanie: w jakim stopniu kupiona rzecz naprawdę należy do nas?) Można jednak samodzielnie zbudować kamerę i obiektyw (w Internecie można znaleźć całe spektrum schematów konstrukcji od małoobrazkowego Dirkona po kamery wielkoformatowe) i wytworzyć materiały negatywowe.
Po pierwsze: to, co proste w konstrukcji z zasady jest łatwe w utrzymaniu, serwisie i naprawie. Wspieram chętniej rozwiązania, które wykorzystują standardy (im bardziej popularne, tym lepiej). Nie należy się bać leciwego, wręcz archaicznego sprzętu i starych rozwiązań, sprawdzonych przez wieki.
Po drugie: jeżeli coś się sprawdza, nie należy z tego rezygnować.
Po trzecie: warto wybierać coś, co daje się łatwo zastąpić czymś podobnym. Nie ważne, czy chodzi o papier, obiektyw, czy skaner.

Wolność, Sztuka - stawka, o którą toczy się gra, to nie tylko pieniądze.
Droga do celu? Błądzenie, znój i konieczność pokalania rąk pracą i głowy - myśleniem.

0 x skomentowano:

Ten blog nie jest w żadnym wypadku pierdo-periodykiem.