2007-11-29

Przegląd aplikacji graficznych

Myślę, że spróbowałem wszystkich najważniejszych aplikacji graficznych "świata X" służących do obróbki i kreacji grafiki, chciałem się podzielić z Wami wrażeniami. Oczywiście patrzyłem na wszystko przez pryzmat własnych potrzeb: obróbki zdjęć i kreacji prac o wymiarach od średnich do "sporych". Na ikonach, guzikach itp. pierdołach nie koncentrowałem się zbytnio. Po co pisać kolejny przegląd? Może - tak bardzo zwyczajnie - komuś przyda się tych kilka prostych rad czy spostrzeżeń.
Pierwszy pod obserwację trafił stareńki programik z Dalekiego Wschodu.
xshodo
Na początek rozczarowanie. Nie ma możliwości zmiany formatu obrazu, głębi kolorów itd. Tylko czarne na białym, tylko tak, jak dają. Brak undo. Zupełnie tak, jak z pracą tuszem na papierze.
Na samym początku odniosłem nieprzyjemne wrażenie, coś jak obuchem w łeb. Nic się nie da z tymi ograniczeniami programu zrobić. Nic i już. Popaciałem sobie chwilkę i... spodobało mi się. Konkurencyjny program gsumi ma większe możliwości konfiguracji, ale niestety nie daje tak interesujących plastycznie rezultatów.
Trochę przy pracy w xshodo ten brak elastyczności dokucza, narzędzie jest potencjalnie genialne i - nawet po 10 latach daje niepowtarzalne rezultaty. Nie wiem, może warto napisać replikę w Processing?
Cinepaint
Nadaje się niebo lepiej do samodzielnego tworzenia "analogowo" wyglądających prac, dzięki kilku "ficzerom" bije na głowę ultrawypaśnego Gimpa i robiącą dobre wrażenie częścią Koffice - Krita - z drugiej strony zaledwie dorównuje na tym polu Fotoszopowi. Przygotujcie się - czekają na was Genialne Pędzle i Raczej Wolna Praca. Jeżeli jesteście zainteresowani półprofesjonalną ilustracją, macie dobry skaner i kilka pędzelków - polecam gorąco. Po momentami dziwnym fotoszopowaniu CinePaint może być miłą odmianą dla każdego. Nie tak przeładowany, jak Fotoszop, nie tak rozbabrany jak Gimp i miodniejszy od niego.
Gimp
Do wielu zastosowań - graficzny program nr 1. Masa skryptów, masa narzędzi, straszny burdel w interfejsie (i nie dziwota, skoro tyle tam opcji). Sporo pluginów daje możliwość wciśnięcia komuś od czasu do czasu "naprawdę szybkiej roboty". Powoli rodzi się potrzeba aplikacji "selected from GIMP" - pierwszą zdaje się być w/w CinePaint. Ilustrator nie będzie potrzebował generatorów napisów, tylko dobrych pędzli i faktur, animatorowi na nic "siekaczki", obrabiaczowi zdjęć - onion skin itd.
Inkscape (tak, tak)
Po dodaniu "tak zwyczajnie" rozmazania obiektów - przynajmniej u mnie wylądował na pierwszym miejscu. Przed korelem, fotoszopem... Niesamowicie "kreatywny" - minimum opcji, nieco bałaganu w interfejsie, ale to pryszcz. Znajdziecie tam genialny moduł do kaligrafii.
Program jest "nieco" powolny. No i żre się z Compizem.
Może Xara jest dużo szybsza, ale naprawdę wolę Inkscape.
Rada dla zagubionych anglojęzycznych:

Using GNOME too?
Compiz + Inkscape = freez?
type in terminal:
metacity --replace
this will melt the ice and let you save your work;)

Czego mi brak?
Po pierwsze porządnej aplikacji do modelowania grafiki 3D (blender u mnie niestety się wywala, naprawa wymaga jakichś głębszych zmian i nie należy się jej spodziewać w tym stuleciu)
Po drugie porządnej aplikacji udającej pracę tradycyjnymi narzędziami. "Komercyjni" mają CorelPaintera, a miłośnicy "darmówek" mogą się pocałować w dupę. Nic tu nie pomoże CinePaint
ani ambitna Krita. Po trzecie kuleje wsparcie dla CMYKa, to zamyka kompletnie drogę zastosowaniom tych programów w poligrafii.

2007-11-28

Rozciąłem sobie rękę
od ramienia przez łopatkę aż do pępka
i dalej jeszcze
Myślałem, że to ze zmęczenia, ale nie
Tak jakoś poleciało przy goleniu

Zdążyłem tylko pomyśleć
piękne mamy lato

Hop Hop Technorati!

Technorati Profile

Jestem zmęczony


i bardzo, bardzo przepracowany.

2007-11-18

Niedoróbek ciąg dalszy

Postanowiłem dziś zacząć przygodę z nową wersją linuksowego Skype. Przywitał mnie radosny komunikat, nie mogłem się powstrzymać i zrobiłem printscreena. Potem odbyłem rozmowę testową z telefonistką z wadą wymowy. Skutecznie. Polska żenua pełną gębą.
Kto chce, ma moją Nazwę Użytkownika Skype®. Proszę korzystać roztropnie.

Pewnie pamiętacie jak szukałem sobie narzędzia do pisania. Miało być wygodne i fajne, żeby łatwo było prowadzić notatki. Próbowałem różnych nieraz dziwnych rzeczy, później szukałem dalej. Na ten moment wydaje mi się, że znalazłem. Program, jak to zwykle bywa, był pod ręką - taka zwykła desktopowa wiki ukrywała się gdzieś w repozytoriach. Ale zaraz... Zacznijmy od początku.
Bardzo dawno temu trafiłem na edytor tekstu Kate. Właściwie jest to narzędzie dla programistów, ale dzięki bocznemu panelowi można było całkiem wygodnie przemieszczać się między dokumentami w obrębie jednego katalogu. Niedługo później zaczęły mi przeszkadzać wymyślane coraz cudaczniejsze nazwy plików typu 2007-11-12-mailktośtam-wjakiejsprawie.txt.
Szukałem, szukałem szukałem, później dalej szukałem, szukałem, szukałem... Do odstrzału przeznaczyłem w tym czasie naprawdę multum programów. Kilka wiki, kilka(naście) drobnych edytorów dla programistów, parę rzeczy typu AbiWord czy OpenOffice, do tego edytory online.
Zatrzymałem się na dłużej przy TiddlyWiki - jenoplikowej, małej i wygodnej wiki napisanej tak, żeby działała pod większością nowoczesnych przeglądarek internetowych. Zainstalowałem sobie plugin sprawdzający pisownię w Firefoksie i pisałem, pisałem, pisałem... Wady, chociaż nieliczne, dawały o sobie znać. Najbardziej dokuczał brak autosave. W trakcie pisania trzeba się było nieźle nagimnastykować, żeby sejwować plik.
Dziś w końcu trafiłem na pierwsze dobre narzędzie: Wikidpad. Polecił mi je nie tak dawno temu Paweł Wimmer - tuza polskiego internetowego dziennikarstwa. Próbowałem pracować pod linuksową wersją, ale zwyczajnie nie dało rady. Nie pamiętam nawet dokładnie dlaczego wkodowałem sobie "jeżeli to będzie potrzebne, spróbować najwcześniej za rok". Teraz - po instalacji Wine - jakoś sobie przypomniałem i instalnąłem windowsową wersję. Jest i działa znakomicie. Brakowało sprawdzania pisowni. Tego przeżyć nie mogłem.
Tak oto wylądowała na moim biurku Zim Desktop Wiki.
Instalacja była szybka i bezproblemowa, samodzielnie doinstalowałem brakujące paczki, żeby zadziałały wtyczki: sprawdzanie pisowni i minimalizacja do traya.
No właśnie... Spisy treści, hiperłącza, wygodne pisanie, wersjonowanie przy użyciu subversion, sprawdzanie pisowni, ikonka w trayu, backupy... Czegóż więcej chcieć?
A, no właśnie, backupy na pendrive robię sobie od czasu do czasu drobnym, ale jakże zajebistym narzędziem flyback, wyszukiwanie znakomicie organizuje sam Zim.
Nic, tylko usiąść i pisać, pisać, pisać.

Podsumowanie:

Zim Desktop Wiki
Instalacja: 5/5 (pluginy są w paczkach rekomendowanych do instalacji)
Funkcjonalność i wygoda: 6/5
Praktyczne jak scyzoryk

Flyback:
Instalacja: 4+/5
Funkcjonalność i wygoda: 5/5
Prosta i genialna maszyna czasu.

2007-11-07

Why not to use Ubuntu - one good reason

I have one good reason not to use Ubuntu. Freej running startup script shows 110-120 fps when running under Ubuntu and 140-160 fps under pure:dyne. Sad, but unfornately true - both Ubuntu and GNOME are bloated and not well optimised.

2007-11-04

OK?

Programy czasami zaskakują mnie dziwnymi komunikatami. Zgłaszają surrealne żądania, przemawiają po katalońsku, jąkają się. Tym razem jednak samo środowisko GNOME 'przemówiło inaczej'.

2007-11-03

Kamera otworkowa - kilka porad

W sieci łatwo znaleźć materiały uprzystępniające samodzielną konstrukcję kamery otworkowej. Szalenie łatwo dołożyć do nich kolejny mało uniwersalny i niewiele wnoszący opis. Zamiast produkować coś, co wielu innych zrobiło lepiej, chciałem podzielić się kilkoma dobrymi radami dotyczącymi konstruowania camera obscura.

  • Znacznie łatwiej jest przerobić gotowy aparat, niż zbudować własny od zera. Jedyną rzeczą, którą tak naprawdę trzeba zrobić, jest zamiana soczewek w obiektywie na dziurkę. Poza tym całą resztę dostajemy gotową. Nie trzeba się martwić o korpus, jego światłoszczelność, dopasowanie do rodzaju materiału światłoczułego, transport tegoż. Często w takich aparatach jest już celownik, śruba do statywu, czasem nawet migawka.
  • Jeżeli przerabiamy aparat, który daje możliwość wymiany obiektywów, warto się postarać o "obiektyw otworkowy" - ja poświęciłem w tym celu najcieńszy pierścień do makrofotografii.
  • Otworki najlepiej wiercić cienkimi igłami do zastrzyków. Twarda stal wysokiej jakości, doskonale zaostrzony czubek, wygodny uchwyt, a nawet "futerał" - czy trzeba czegoś więcej?
  • Łatwo dostępny materiał do wiercenia dostarczą aluminiowe "spody" po pizzy oraz puszki po red bullu. Puszki są wytrzymalsze i mają właściwości magnetyczne, można to wykorzystać i zrobić migawkę z magnesem.
  • Niezależnie od tego, z czego robicie kamerę, przydać się może gumka chlebowa. Używam jej głównie do uszczelniania i montażu (np. żeby "przykleić" kartonik z dziurawą blaszką do pierścienia pośredniego). W jakimkolwiek miejscu jej użyłem - trzymała lepiej, niż plastelina i łatwo było ją zdemontować. Gumka chlebowa to wspaniały wynalazek, pisałem o tym.
Mam nadzieję, że się te rady przydadzą, życzę Wam udanych zdjęć.

Ten blog nie jest w żadnym wypadku pierdo-periodykiem.