2007-10-28

We w związku z premierą polskiej sperprodukcji Wiedźmin



Przygotowałem taki oto graficzny dytyramb. Zaznaczam od razu - korzystałem z mało wyrafinowanych narzędzi wskazujących - nie mam myszki do laptopika nawet. Stąd niedorobienie, szkicowość. Cierpliwości zabrakło. Bo ile można miziać, ile paluszyć w przeróżne urządzenia? Fuj. Nieergonomiczne. Miałem nadzieję, że ludzkość stać na coś lepszego od touchpada.
Obrazek... No cóż - średnich lotów.
Przepraszam, nie byłbym sobą, gdybym nie puścił wersji "z gaciami". Obok siedzi Ania - liczy kasę ;)

2007-10-27

Najbardziej drastyczne marzenie ostatnich tygodni

Pięknie zagrać na flecie z własnej piszczeli

2007-10-25

Cisza. Wielka, wielka cisza. Z chaosu pracy wykonałem skok w stronę domowego rigor mortis. W słuchawkach ulubione radio odcina mnie od hałasów z otoczenia. Siedzę skoncentrowany w stożku światła, z lampką wina w ręku i laptopem na kolanach. Planuję przyszłość - przede wszystkim staram się precyzyjnie zaplanować działania na najbliższe dwa, trzy, może cztery miesiące.
Tęsknię za czasami, kiedy może gotówki było mniej, ale za to miałem jakąś swobodę większą. I marzę o takich czasach, kiedy utrzymam się bez doświadczania krwotoków z nosa, bez ślepnięcia. Na razie jeszcze tylko knuję, ale od listopada biorę się porządnie do roboty. Przede mną: uzupełnienie portfolio o kilka "komercyjnych" prac, doszlifowanie CV w najdrobniejszych szczegółach i wysłanie tysięcy e-maili. Poza tym chciałbym najdalej w przyszłym roku spełnić swoje drobne marzenie: pracować w bujanym fotelu z kocem na kolanach. Może nie za wszelką cenę będę się starał, sprawa jest niewarta trupów, po prostu chciałbym poznać dokładnie ten gatunek spokoju.

2007-10-18

Jesień, to i ręce opadają

W pracy zmiany na gorsze. Tak, szef lubi udowadniać, że mało wie o firmie. Lubi czuć, że to jego własność - budynek, organizacja, pracownik. Nie dotykają mnie specjalnie jego machinacje, czy może już na starcie dotknęły i nie zauważam. Nie zna się gość na zatrudnianiu, jest kiepskim organizatorem. Znaczy burdel jest i będzie większy.
Ziemia tam śmierdzi.
Nie rozwijam się już zawodowo w pracy. Pojąłem z grubsza "procedury" i nauczyłem się, jak je wykorzystywać przeciwko firmie i współpracownikom bliższym i dalszym. Lubię przekraczać normy, pokonywać własny umysł i udowadniać sobie jego/własną słabość. W pracy wyrabiam normy czasowe i tracę zmysły wiosłując przez gówno. Nie potrafię wymienić rzeczy, której dowiedziałbym się o detepowym rzemiośle w pracy w ostatnim czasie. Nie dostaję "fajnych" rzeczy do zrobienia. Nie dlatego, że jestem rugowany, raczej nie ma fajnych zleceń w tej firmie. Zwykła żołnierska robota. Większość energii zabiera radzenie sobie z machiną, na robienie "dobrej roboty" zostaje mało czasu, energii i entuzjazmu.
Dziś ostatecznie i niepowtarzalnie przestaję być jedynie pracownikiem spółki.
Otwieram się na zlecenia, zaczynam dbać o własną promocję bardziej, niż o zapewnianie dochodu JO Członkom Zarządu. Na początek CV po angielsku i po polsku, oraz obowiązkowo portfolio. Zapraszam!

2007-10-13

Moje "oficjalne" portfolio

Uruchomiłem właśnie po raz n-ty swoje zawodowe portfolio. Na razie jest tam mało ciekawych rzeczy, ale mam nadzieję, że nowych prac będzie stale przybywać, a kilka "pasztetów" zniknie. Cóż - wymaga dopracowania, ale nawet teraz jest na co popatrzeć. Zapraszam tu!

2007-10-06

you cannot make context here

Ten blog nie jest w żadnym wypadku pierdo-periodykiem.