Pewnie pamiętacie jak szukałem sobie narzędzia do pisania. Miało być wygodne i fajne, żeby łatwo było prowadzić notatki. Próbowałem różnych nieraz dziwnych rzeczy, później szukałem dalej. Na ten moment wydaje mi się, że znalazłem. Program, jak to zwykle bywa, był pod ręką - taka zwykła desktopowa wiki ukrywała się gdzieś w repozytoriach. Ale zaraz... Zacznijmy od początku.
Bardzo dawno temu trafiłem na edytor tekstu Kate. Właściwie jest to narzędzie dla programistów, ale dzięki bocznemu panelowi można było całkiem wygodnie przemieszczać się między dokumentami w obrębie jednego katalogu. Niedługo później zaczęły mi przeszkadzać wymyślane coraz cudaczniejsze nazwy plików typu 2007-11-12-mailktośtam-wjakiejsprawie.txt.
Szukałem, szukałem szukałem, później dalej szukałem, szukałem, szukałem... Do odstrzału przeznaczyłem w tym czasie naprawdę multum programów. Kilka wiki, kilka(naście) drobnych edytorów dla programistów, parę rzeczy typu AbiWord czy OpenOffice, do tego edytory online.
Zatrzymałem się na dłużej przy TiddlyWiki - jenoplikowej, małej i wygodnej wiki napisanej tak, żeby działała pod większością nowoczesnych przeglądarek internetowych. Zainstalowałem sobie plugin sprawdzający pisownię w Firefoksie i pisałem, pisałem, pisałem... Wady, chociaż nieliczne, dawały o sobie znać. Najbardziej dokuczał brak autosave. W trakcie pisania trzeba się było nieźle nagimnastykować, żeby sejwować plik.
Dziś w końcu trafiłem na pierwsze dobre narzędzie: Wikidpad. Polecił mi je nie tak dawno temu Paweł Wimmer - tuza polskiego internetowego dziennikarstwa. Próbowałem pracować pod linuksową wersją, ale zwyczajnie nie dało rady. Nie pamiętam nawet dokładnie dlaczego wkodowałem sobie "jeżeli to będzie potrzebne, spróbować najwcześniej za rok". Teraz - po instalacji Wine - jakoś sobie przypomniałem i instalnąłem windowsową wersję. Jest i działa znakomicie. Brakowało sprawdzania pisowni. Tego przeżyć nie mogłem.
Tak oto wylądowała na moim biurku Zim Desktop Wiki.
Instalacja była szybka i bezproblemowa, samodzielnie doinstalowałem brakujące paczki, żeby zadziałały wtyczki: sprawdzanie pisowni i minimalizacja do traya.
No właśnie... Spisy treści, hiperłącza, wygodne pisanie, wersjonowanie przy użyciu subversion, sprawdzanie pisowni, ikonka w trayu, backupy... Czegóż więcej chcieć?
A, no właśnie, backupy na pendrive robię sobie od czasu do czasu drobnym, ale jakże zajebistym narzędziem flyback, wyszukiwanie znakomicie organizuje sam Zim.
Nic, tylko usiąść i pisać, pisać, pisać.
Podsumowanie:
Zim Desktop Wiki
Instalacja: 5/5 (pluginy są w paczkach rekomendowanych do instalacji)
Funkcjonalność i wygoda: 6/5
Praktyczne jak scyzoryk
Flyback:
Instalacja: 4+/5
Funkcjonalność i wygoda: 5/5
Prosta i genialna maszyna czasu.
2007-11-18
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 x skomentowano:
Prześlij komentarz