2007-10-18

Jesień, to i ręce opadają

W pracy zmiany na gorsze. Tak, szef lubi udowadniać, że mało wie o firmie. Lubi czuć, że to jego własność - budynek, organizacja, pracownik. Nie dotykają mnie specjalnie jego machinacje, czy może już na starcie dotknęły i nie zauważam. Nie zna się gość na zatrudnianiu, jest kiepskim organizatorem. Znaczy burdel jest i będzie większy.
Ziemia tam śmierdzi.
Nie rozwijam się już zawodowo w pracy. Pojąłem z grubsza "procedury" i nauczyłem się, jak je wykorzystywać przeciwko firmie i współpracownikom bliższym i dalszym. Lubię przekraczać normy, pokonywać własny umysł i udowadniać sobie jego/własną słabość. W pracy wyrabiam normy czasowe i tracę zmysły wiosłując przez gówno. Nie potrafię wymienić rzeczy, której dowiedziałbym się o detepowym rzemiośle w pracy w ostatnim czasie. Nie dostaję "fajnych" rzeczy do zrobienia. Nie dlatego, że jestem rugowany, raczej nie ma fajnych zleceń w tej firmie. Zwykła żołnierska robota. Większość energii zabiera radzenie sobie z machiną, na robienie "dobrej roboty" zostaje mało czasu, energii i entuzjazmu.
Dziś ostatecznie i niepowtarzalnie przestaję być jedynie pracownikiem spółki.
Otwieram się na zlecenia, zaczynam dbać o własną promocję bardziej, niż o zapewnianie dochodu JO Członkom Zarządu. Na początek CV po angielsku i po polsku, oraz obowiązkowo portfolio. Zapraszam!

2 x skomentowano:

roback pisze...

oj, kurcze, jak ja Ciebie rozumiem, musze dzis po powrocie z pracy podrasowac swoje CV i pchać, gdzie się da.

"wiosłowanie przez gówno" to zdecydowanie dobre określenie, również na to, co się dzieje piętro wyżej.

Łukasz Jastrzębski pisze...

Witam!
Z osobistego bloga robi mi się viablog, może to dobrze.
Jest kilka zdecydowanie lepszych miejsc od wiamedycznego grajdołka.
Na "środkowym" piętrze mało jest nieprzyjemnych sytuacji.
Tu - u nas - od "wiosłowania" tych kilka godzin bez fajnych przerw bolą oczy i plecy. Sprawy się nie unormują - mało tego, myślę, że będzie powoli coraz gorzej.

Ten blog nie jest w żadnym wypadku pierdo-periodykiem.