2012-01-02

Turystyczne gotowanie - spis treści

Postanowiłem pozbierać w jednym miejscu porozsypywane posty, dotyczące gotowania w warunkach terenowych. To nie jest (nigdy nie miał być i nigdy nie będzie) jakiś definitywny przegląd czegokolwiek, wyłącznie dzielę się doświadczeniem. Gotuję głównie na denaturacie (i specyfikach podobnych), sprzęt jest zwykle bardzo ograniczony wagowo i o tym jest to całe, literacko mało ambitne pisanie.

Będę tu czasami coś uzupełniał, wiec jakby coś - można wracać, zapraszam! ;)

Indeks
Jak i dlaczego:
Gotowanie na palnikach spirytusowych - wstępnie o tym co i jak
Słowo o denaturacie
Smażenie w terenie

Czym:
Iso-Clean - wrażenia, testy
Restove - re- your stove on the trail
Uberstove
Popielniczka

A ponadto:
Kim jest Jon Fong?

Kim jest Jon Fong?


Pracowaliśmy wspólnie nad czystym spalaniem alkoholu izopropylowego. Zaczęliśmy wymieniać się luźnymi pomysłami jakiś czas temu na bplite.com, w miejscu, które skupia majsterkujących kuchenkorobów. Jon myślał już wtedy o otwarciu własnego biznesu. On doskonalił w nieskończoność kilka konstrukcji, ja pracowałem dość chaotycznie. Pewnego dnia Zelph, administrator i właściciel bplite, gdzieś w hydeparku zaczął manifestować swoje  ksenofobiczne poglądy polityczne, poparło go kilku forumowiczów, zapewne sympatyków KKK. Oczywiście jako obcokrajowiec, nieobyty z kulturą i językiem mogłem coś źle zrozumieć. Ale mimo wszystko - nie chciałem, żeby moja praca była kojarzona z takimi postawami, poprosiłem o usunięcie konta. Ponieważ Zelph tego nie zrobił, po 24h wyczyściłem wszystko ręcznie. Jon również poczuł się dotknięty, opuścił forum w tym samym czasie.
Jon pracował nad nowymi palnikami i w końcu otworzył firmę (flatcatgear.com), ja pracowałem nad kondycją i łaziłem po lasach. Od czasu do czasu skrobnęliśmy do siebie maila.

Jon w międzyczasie udoskonalił i obudował całym systemem swojego Flat Cata. Zaczął też - niejako od nowa - eksperymantować z palnikami rozszerzającymi funkcjonalność jego zestawu - a później zestawów: Bobcat (do większych garnków) i Snow Leopard (do kubków). Tak powstały m. in. palniki Cat-Ion, Iso-Clean i SRB II. Cat-Ion to produkt dla ludzi uzależnionych od ultralekkiego sprzętu, Iso-Clean spala czysto izopropanol, SRB-II to palnik na Esbit z regulacją szybkości spalania.

Niedawno Jon podesłał mi palnik Iso-Clean, który właśnie intensywnie testuję. Ponieważ nie każdy ma szczęście gotować na czymś, co jest komercyjnym produktem i co na nasze kosztuje 85 zł, w niedalekiej przyszłości opiszę swoje wrażenia.

2011-12-20

Iso-Clean - wrażenia, testy

W końcu doszła wyczekana paczka - nieduży kartonik, paczka jakich wiele, z małą naklejką Flat Cat Gear.
Rozpakowałem.
Pierwsza myśl - eeej, to nie jest puszka! Poza tym - robota praktycznie koronkowa, Jon pospawał wszystko równo i dokładnie, dziury wywiercił czysto, też równiutko. Denko jest odrobinę wypukłe, żeby paliwo spływało bliżej rozgrzanej ścianki bocznej. Ma trzy niby-nóżki, wgłębienia. Nie ma się do czego przyczepić - konstrukcja jest naprawdę przemyślana, a wykonanie wysokiej jakości. Zazdroszczę warsztatu. Używane - to dobrze, nowego by mi było szkoda.


Pooglądałem, pomacałem, pocieszyłem się, przyszła pora na testy.
Rozcieńczyłem sobie paliwo do wymaganych 70%.
Wyszedłem w teren, na pustoszone przez bobry międzywale. Akurat było koło 0 C, dość mocno wiało - nad Europą przechodził huragan Hergen. Przegotowałem w sumie 2l wody - bez większych problemów, szło dość szybko. "Udało mi się" kupić izopropanol z dodatkiem nafty, więc gary odrobinę się okopciły. Iso-Clean nie był projektowany z myślą o takiej pogodzie ani o takim paliwie, ale mimo wszystko - zadziałał znakomicie. Średnie zużycie paliwa na poziomie 20-25 ml/500 ml wody, zaskakująco dobre. Sadzy niedużo, najbardziej bruździ dodatek nafty. Przegotowałem w sumie 2l wody, z czego 1,5 wypiłem, a resztą wymyłem gary.
Stanowisko testowe

Jeden z garnków użytych do testów


Napisałem później do Jona, opisałem wszystko z grubsza. Odpisał "This is a fair weather stove". Pewnie ma rację.

Udało mi się w końcu kupić czysty, niebarwiony izopropanol. Pierwszy raz w życiu. Zabrałem się za testy w kuchni.

Sam palnik, o ile jest pozbawiony wad, to tylko połowa sukcesu - druga to porządna osłona (wiatrochron, windscreen), która zapobiega ucieczce ciepła w trakcie gotowania.
Do bardziej laboratoryjnych testów musiałem sobie zrobić  system podobny do Bobcata - tzn. dość szczelną osłonę działającą trochę jak komin i do tego stojak o odpowiedniej wysokości). Popaliłem trochę dykty w domu, zużycie paliwa nie różni się od podawanego przez producenta - 15 ml 70% izopropanolu wystarcza do zagotowania 500 ml wody (zakładam "pokojową" temperaturę). Palnik pracuje równo od 40s do 15s przed końcem pracy - w tym czasie nie generuje nawet odrobiny sadzy, co jest ewenementem wśród komercyjnych rozwiązań.
Testy w domu



Z takim ulepszonym mocno zestawem wyszedłem po raz kolejny w teren - w to samo miejsce nad Wisłą. Pogoda  była całkiem podobna: 2C, drobna mżawka, wiatr jakby silniejszy - w tym tygodniu wiał siejący postrach Joachim. Poszedłem kawałek dalej i usiadłem nad samą Wisłą. Wiało strasznie, zasłoniłem "kuchnię" parasolem, ale musiałem go trzymać, bo wiatr go zwiewał. Najtrudniejsze było zapalanie samego paliwa, w takich temperaturach dykta się za dobrze nie pali, zapalniczki na zimnie tracą ciśnienie, do tego przeszkadza wiatr. Nie wiem jak mógłbym sobie pomóc w takiej sytuacji. Próbowałem, próbowałem, w końcu się udało. Nie miałem jak robić zdjęć, bo ręce miałem zajęte trzymaniem rozwiewanego sprzętu
Iso-Clean jest o tyle wyjątkowym projektem, że na silnym wietrze moc tego palnika nie spada za bardzo - może nawet wzrasta (oczywiście kosztem ilości zużywanego paliwa), stąd woda zagotowała się dość szybko.
Zalałem sobie "na gęsto" zupkę chińską wymieszaną z żurkiem w proszku, odstawiłem kubek na pieniek nieopodal, spakowałem bety, pogroziłem jakiemuś szwędającemu się psu sporym konarem. Powoli wracając do domu, zabrałem się za konsumpcję. Wiatr w pewnym momencie wywiał mi trochę makaronu z kubka.


Koniec końców palnik sprawdził się świetnie. W trakcie testów w domu i w terenie wypaliłem w nim na ten moment nieco ponad 0,5 l różnych paskudztw. Obyło się bez wypadków, bez wpadek i bez niespodzianek. W trudnych warunkach Iso-Clean naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył - ciepły posiłek przy temperaturze bliskiej zera stopni i wietrze o sile 7 stopni w skali Beauforta na palniku na dyktę to nie lada wyczyn.
Co do liczb i wydajności - na rynku niewiele jest tak sprawnych urządzeń. Iso-Clean (sparowany z odpowiednią osłoną) był w stanie zagotować 500 ml na 15 ml paliwa 70% (tj. 11,5 ml 90% izopropanolu + 3,5 ml wody).

W osobnym poście postaram się wyjaśnić nieco więcej rzeczy i porównać Iso-Clean z innymi palnikami. W jeszcze innym wrzucę więcej zdjęć ze spacerów 11 i 17 grudnia.

2011-12-16

Gotowanie w terenie: parę zdań o palnikach spirytusowych


... czyli jak hartowała się stal

Dlaczego wybrałem palniki spirytusowe?

  • Koszt palnika - 0 zł, naprawa - 0 zł, wystarczą recyklingowane materiały, a denaturat, podobnie jak drewno, to względnie tanie, w 100% naturalne biopaliwo
  • Są niewielkie i w miarę lekkie - najmniejszy palnik, z którego często korzystam (uberstove) ma 3,5 cm średnicy, 3,6 cm wysokości, nie waży praktycznie nic - może z 5g. Jeszcze mniejszy i lżejszy jest podgrzewacz - właściwie aluminiowe opakowanie od takiej małej świeczki
  • Nie śmierdzą, nie kopcą, nie wędzą, nie brudzą sprzętu
  • Łatwo kupić do nich paliwo  - denaturat, denatural,etc.
  • Są proste w obsłudze, przewidywalne w działaniu, nie ulegają awariom.
  • Pracują bardzo cicho - woda się grzeje, ja słucham odgłosów przyrody.
  • Jestem w stanie zrobić/naprawić palnik na szlaku, nawet korzystając z samego noża.
  • W sytuacji awaryjnej mogę łatwo i szybko rozpalić ognisko korzystając z denaturatu.
  • Nie chcę palić ognisk. Nie wnikam w prawne uregulowania - po prostu nie chcę. Na palnikach na drewno nie da się w 100% polegać (i są ciężkie). 
  • Jest za tym oczywiście kawałek filozofii, ale w dużym skrócie - takie gotowanie najbardziej mi pasuje do tego, jak i gdzie chodzę. Rozumiem doskonale motywację i wybory inne od własnego, nie twierdzę, że to rozwiązanie dla każdego ;)
Chciałem sobie coś takiego zrobić - niby łatwe, a nie działało. Szukając źródeł w sieci trafiłem najpierw na zenstoves.net, później na bplite.com. Tak zaczęły się moje działania w kuchenkowej materii. Setki puszek pociętych w strzępy, połamane i stępione nożyczki. Patrzenie na sklepowe półki nie w poszukiwaniu jedzenia, a ciekawych metalowych opakowań.


2011-12-11

Słowo o denaturacie

Zacznę może z grubej rury. W Polsce nie idzie dostać denaturatu. Ma to, jak to często bywa, związek z grubym wałem z milionami złotych w tle, ale ja nie o tym.

Denaturat od samego początku mojej zabawy w turystykę pieszą jest dla mnie podstawowym paliwem. Jest jako tako dostępny, teoretycznie łatwo go kupić w niewielkich sklepikach. Łatwiej od kartusza z gazem albo kostek paliwa stałego a'la esbit. Statystycznie wychodzi mi, że denaturat ma w ofercie 1/3 sklepów spożywczych. Denaturat jest najczęściej spirytusem skażonym o stężeniu od 70 do 92%. Czym jest pozostałe 30%? Wodą? Bywa różnie. Ostatnio udało mi się dostać denaturat z dodatkiem izopropanolu - po spaleniu dało się wyczuć charakterystyczny, szczypiący w nos zapach. Po przepaleniu 0,5l w palniku przeznaczonym do palenia etanolu, wszystkie gary mam do szorowania, denka są dosłownie czarne.

Wycieczka do sklepu budowlanego to zupełnie inna sprawa - tu skażony etanol naprawdę ciężko dostać (wyjątek to Brico). Najczęściej dykta z budowlanego - przeróżne "Denaturyty" i "Denaturale" to izopropanol w stężeniach 90-99%. Nie nadaje się do picia, ale żeby było zabawniej, też jest on barwiony i skażany. Izopropanol jest tańszy od etanolu, nie ma na niego akcyzy, ale po zabarwieniu i skażeniu robi się 2x droższy. Dlaczego? Bo polak jest klientem, a niemiecki market ustala ceny.
Ostatnio w Brico trafił mi się prawdziwy rarytas - niedrogi (5 zł/0,5 l) izopropanol 90% ("PIKKO Denatural" firmy Dragon, czujcie się ostrzeżeni) z dodatkiem... nafty. Po dodaniu wody mętnieje. Śmierdzi obrzydliwie.

O palniku, który trawi wszystkie takie wynalazki napiszę za jakiś czas, to dłuższa historia.




Ten blog nie jest w żadnym wypadku pierdo-periodykiem.