2009-10-31

Przedzimie

Projekt reedycji Strefy Śmierci powoli sunie do przodu. Przeprowadzam aktualnie recykling grafiki, w miarę ogarnąłem przyszły layout.

Pochłonęła mnie bez reszty na caluśki poprzedni weekend gnomonika. Po polsku literatury na ten temat (jak zresztą w innych wypadkach) jest mniej niż mało, przodują całkiem pozytywne anglojęzyczne hobystyczne projekty zbierania i wytwarzania informacji (http://www.mysundial.ca/tsp/tsp_index.html - ten serwis gorąco polecam).
Rozbroił mnie zupełnie pomysł zegara słonecznego w pojedynczym pierścieniu, bez konieczności używania kompasu czy ustawiania czegokolwiek. Kawałek metalu, bez żadnej ruchomej części. Nie ustawiane pierścionki, które można znaleźć w sieci. Coś jeszcze prostszego. Wydrukowałem wzorcowy zegar, w trakcie pierwszego od tygodnia słonecznego przebłysku sprawdziłem - i to coś działało, znaczy zegar pokazywał to, co powinien. Czekam niecierpliwie na możliwość zrobienia takiego pierścienia-zegara z czegoś trwalszego niż kartka papieru. Po "staremu", steampunkowo, wykonać rzecz z mosiądzu? Mosiądz jest drogi, ponieważ strzelamy nim do saracenów, więc może użyć aluminium? (walał mi się gdzieś kiedyś stosowny kawałek!)

Zaprzyjaźniam się powoli z dwoma narzędziami:
Calcurse to konsolowy kalendarz-notatnik. Współpracuje dobrze z emacsem, więc jest jakaś nadzieja na uporządkowanie moich notatek w nieodległej przyszłości.
Drugi to bournal, który radzi sobie nieźle w roli anty-bloga. Znaczy bournal ma wyjątkowy charakter. Niepowtarzalny klimat. Jest niewiadrygodnie minimalistyczny, co bardzo mi odpowiada. I szyfruje wpisy, miód na serce.

Co do porządków - dalej biedzę się z ergonomicznym problemem podzielenia kilkudziesięciu-stu kilkudziesięciu *tysięcy* różnych pierdół typu książki, prace do portfolio czy zdjęcia, tak, żeby do wszystkiego można się było łatwo dogrzebać - i przede wszystkim żebym wiedział gdzie czego szukać. Kluczowa jest chyba ilość elementów w jednym foldrerze - powinna oscylować w granicach kilkudziesięciu do stukilkudziesięciu plików z jakimś jednym, wspólnym, czytelnym i unikatowym kryterium. Bez dobrego powodu raczej nie mniej i raczej nie więcej na katalog. Z drugiej strony wielkość takiej ostatecznej cegiełki, z której ten zbiór ułożę nie powinien przekroczyć wielkości płyty CD.
Co w takim układzie zrobić z kilkusetmegabajtowym "Kunstformen der Natur", i innymi kopiami starodruków dot. mikroskopowania i ludzkiej anatomii, których za żadne skarby nie usunę z dysku? Co zrobić kiedy część z nich jest skanami, część mirrorami stron, a część udało się znaleźć w PDFach?
Co zrobić z edukacyjnymi materiałami wideo - czy łączyć je z korespondującą tematycznie literaturą, czy rozdzielić zostawiając tylko link z jednego miejsca do drugiego?
Co z gotowym setem zdjęć, filmów, mojej własnej pisaniny i zebranych cudzych materiałów dot. fotografii otworkowej? Duplikować zawartość, wyodrębniając go, czy rozproszyć i zbierać kiedy będzie potrzebny? Generalnie - co z rzeczami z różnych bajek, które z setki miejsc wartoby wyciągnąć naraz? Dokumentować jakoś, czy liczyć na własną pamięć?
Czy robić spis treści do jakiegoś tam stopnia - np. w HTMLu albo w formie mapy?
Pomysł wrzucenia wszystkiego do jednego worka i liczenia na programy typu Picasa i Recoll raczej się nie sprawdził. Mam teraz kilka godzin sprzątania, za to znam i mądrość, i głupotę takiego rozwiązania, bo są rzeczy, których te cacka (Picasa, Recoll, Calibri) nie łykną i nie uporządkują. Poza tym są pliki o tej samej nazwie (np. zdjęcia po tym, jak przekręciłem licznik 10 tys. pstryknięć w aparacie - wcale nie tak trudno o coś takiego kiedy się np. robi kreskówki, zmiana nazw plików ze zdjęciami z różnych powodów nie wchodzi w grę).
Może pomoże jakiś trójwymiarowy menedżer plików?
Z porządkami, takimi całościowymi, poczekam na większy dysk, bo w tej chwili jestem bardzo ograniczony i nie mogę swobodnie rozpartycjonować starego dysku tak, jak bym chciał. Więc może zimą uda się uskrobać na większy. A może nie.

A, no i mamy już nowe ciepłe okna i jesteśmy gdzieś w połowie małego remontu - poprawiania brodzika, robienia parapetów i progów.
Sikorki dzielnie wyjadają słonecznik z karmnika.

2009-10-15

Zi-zi-zi-zi-ma

Będą nowe okna. Gdzieś w końcówce października przyjdą ludzie, wstawią i będzie ciepło i przytulnie. I biednie. Żeby tylko petów w kwiatkach nie gasili. Płacimy po robocie, więc się nie martwimy, że ktoś się spóźni, spartoli itp., itd. Poza tym ci akurat fachowcy mieli najtaniej całym mieście, znośny termin oczekiwania na wykonanie usługi, no i sąsiedzi nie narzekali.

I jeszcze karmnik będzie.

Próbowałem napisać interfejs do mplayera ułatwiający miksowanie wideo na żywo przy użyciu joysticka. Joystick poskromiłem dzięki pygame – i na tym koniec, dalej poległem. Pora się chyba dokształcić. Mplayer nie chciał w żaden sposób na bieżąco słuchać tego, co mam mu do powiedzenia. Ani tak, ani śmak. Czekam na olśnienie chyba. Ale jakby się kiedyś udało, to będzie z górki, przynajmniej na tyle, na ile przez mgłę niewiedzy i nieumiejętności widzę to, co przede mną. Może w miarę lektury "Learning Python" coś mi się rozjaśni.

Założyłem stronę o Strefie Śmierci - grze RPG, w którą grywaliśmy za dzieciaka, w przygotowaniu jest e-book z całością oficjalnych materiałów do gry, na razie męczymy się z OCR i w ramach rozrywki wybieram fonty do składu. System z założenia kładzie nacisk na narrację, mechaniki jest najmniej, jak się tylko da. Strefa była pierwszym systemem RPG dziejącym się w przyszłości (przy okazji także pierwszym hard-sf, postapokaliptycznym i cyberpunkowym) Żołnierze starający się wyrwać z niewoli, pustkowia pełne niebezpieczeństw i anomalii, dysydenci, wirtualna rzeczywistość, cyberwszczepy, androidy i mutanci - czego więcej można chcieć?

Szukam w sieci planów wersalek i rozkładanych łóżek, kanap, sof i rogówek - jest tego bardzo mało, jak macie, to się podzielcie :). Mieszkanie mamy przymałe, nierozkładalne łóżko zajmuje pół pokoju.

Przetestowałem blip.pl. Rezultat był taki, że po kilku dniach intensywnego łamania netykiety usunąłem konto. Nie dla mnie.

Książki - "Hackerzy" - 400 stron, dwa wieczory, hordy eskapistów-włamywaczy, BBSów, trojanów i włamań do Pentagonu. Trochę opowieści o bezpieczeństwie, trochę kodu, wszystko poprzeplatane historiami rodem z kryminałów.

Z gier jeszcze – odświeżyłem sobie Arcanum – to taki steampunkowy falloutoidalny erpeg. Nigdy nie przepadałem za seampunkową estetyką, Arcanum przekonało mnie do niej stuprocentowo. Za to bardzo wkurza mnie silnik gry – konieczność bezsensownego kręcenia się w kółko, żeby uciułać na jakiś drobiazg, idiotyczne błądzenie („Znajdziesz go gdzieś w Tarant”), godziny niepotrzebnych spacerów, generalnie robienie pod górę graczowi, brak choćby opcji „autopickup” czy „autoremove”. Niewygodna nawigacja po mapie, okazjonalnie zawieszające się walki, nieintuicyjne posługiwanie się myszą. Dużo prostsze gry (roguelike) oferowały znacznie wcześniej większą wygodę, w tym wykonywanie szeregu czynności automatycznie. Dodać jeszcze trzeba, że w grze zabrakło rozsądnego stopniowania trudności (po opanowaniu podstaw największy przeciwnik stawia wyłącznie problem zebrania z beczek i śmietników odpowiedniej ilości szmat). Miałka, wielowątkowa fabuła dodatkowo tylko pogarsza sprawę, zamiast jednej porządnie opowiedzianej historii z wielkim opadem szczęki na końcu, zaoferowano średnio zorganizowany wątek główny i kilka setek niepotrzebnych, niezwiązanych z niczym historyjek.

Z tych krótkich zajawek wygląda, jakbym miał ADHD. Nieprawda. W pędzącym świecie jestem oazą umysłowej powolności i prostolinijności, mistrzem anemicznego działania, rekordzistą w ziewaniu. Najwyżej czasami przesadzam z kawą.

2009-10-02

Sezon grzewczy

Rozpoczęliśmy już oficjalnie sezon grzewczy. Koza trochę kaprysiła, ale w końcu pożarła i papier, i drewno. Nagrodziła nas ekspresową kawą.

"Code Complete" - skończyłem czytać. Z racji, że jest to poradnik "polowy", pewnie będę do niego parę razy wracał. Następna gruba bukwa przede mną - "Learning Python".

Z innych zainteresowań książkowych - stale na tapecie jest stolarstwo (niby nuda i w kółko to samo, ale fajnie się ogląda ciekawe meble). Poza tym też raczej po staremu: Linux, programowanie, dla równowagi survival i CSS (bo jak się robi w DTP, to trzeba być na czasie z takimi rzeczami). Do tego erpegi: Fallout w wersji "Pen and Paper" i OSRIC.

Opracowuję reedycję "Strefy śmierci" - systemu fabularnego, wydanego w 95 roku na łamach "Magii i Miecza". Gotowy podręcznik, jak już go skończę (ja albo ktoś inny), powinien być dostępny w sieci. Oj, przydałby mi się do tego zadania drugi monitor.
Na strefowo-śmierciowym "silniku", chociaż to raczej antysilnik, no i w tych klimatach, chciałbym oprzeć mój growy projekt. I jeżeli silnik ma tak wyglądać, to idealną konwencją będzie obrazkowa nowela (więcej w linkach). Z racji ilości pracy potrzebnej do zrobienia OCR tekstów z Magii i Miecza nieprędko zacznę wytwarzać grę.

Stale szukam narzędzia do swobodnego prowadzenia notatek - na placu boju pozostał właściwie wyłącznie Emacs. A Emacs - jak pisałem wcześniej: overkill, moloch, niepotrzebnie skomplikowany, ale jako jedyny działa tak jak powinien w linuksowej konsoli, przynajmniej dokąd jakaś dobra dusza nie zepsuje polskiej lokalizacji w Debianie na następne dwa lata. Podręcznik ongiś sobie wydrukowałem (bagatela - coś koło 500 stron tekstu).
Cały czas łudzę się, że wpadnie coś, co umożliwi sprawdzanie pisowni i wygodne grzebanie w tych samych notatkach spod Linuksa i Windowsa.

Za ścianą ruszyła budowa grzebalnej kaplicy. Wczoraj coś łomotało, dziś od rana coś cicho burczy - znak, że chłopcy dobrze się bawią.

Jeszcze taki problem: Mam laptopa z układem klawiatury "norweskie QWERTY", w związku z tym mam masę klawiszy podpisanych "częściowo dobrze", szczególnie denerwujące są nawiasy, które mam zaznaczone na cyfrach 8 i 9 zamiast 9 i 0. Zrobiłem eksperyment, niewłaściwe znaczki zamalowałem markerem do płyt - od razu przestałem się mylić. Ale marker - jak to marker - szybciutko wytarłem go palcami i znów klawisze mi się mylą. Nie chcę wydawać forsy na drogie i liche naklejki (znam je aż za dobrze), zeskrobanie farby z klawiszy też nie wchodzi w grę. Zastanawiam się czym zasłonić te niewygodne części klawiszy, żeby nie musieć już tego poprawiać. Co się sprawdzi? Lakier do paznokci? Taśma elektroizolacyjna? Macie jakieś sprawdzone rozwiązania?

Linki na dziś, związane z obrazkowymi nowelami:
http://renpy.org - strona domowa mojego ulubionego silnika do visual novels.
http://planet.renai.us/ - miejsce zbierające informacje o tego typu grach.

2009-09-25

Po lecie

Podobno w piosenkach tekst powtarza się dlatego, że artysta nie ma zbyt dużo do powiedzenia, a rzeczy krótszych, niż minuta nie puszcza się w radiu.
Z zainteresowań: na tapecie nadal stolarstwo i kowalstwo. I modelarstwo balonowe. Czytam. Nie robię nic w kierunku majsterkowania bez przymusu, nie mam miejsca w domu na takie zabawy, ani perspektyw na warsztat czy pracownię. Zrobiłem sobie statyw do wiertarki z paru listewek, naostrzyłem noże i dłuta - i szlus. Zainteresowanie kowalstwem to też tradycja i powrót do dzieciństwa, mój dziadek był kowalem.
Projekt niewielkiej obscury z płyty pilśniowej - wyciąłem wszystko, wstępnie pokleiłem i jest ok, kamera czeka na stosowne spoiwo, taśma izolacyjna w czasach kryzysu coś za łatwo się odkleja. Co zamiast niej? Inna taśma? Klej jakiś? Nie wiem. Ważne dla konstruujących samodzielnie kamery otworkowe: Szpula po filmie 120 może zostać łatwo przerobiona na nakrętkę statywową, wystarczy nakręcić ją raz na statyw (nagwintować) i już działa. AFAIK to mój autorski wynalazek, nie spotkałem się z tym nigdzie wcześniej. Pierwszy informację tą opublikowałem na forach APUG.
Książki - polecam gorąco trzytomową "The Ansel Adams Photography Series". Proza spod znaku s-f czeka na mroczniejsze czasy. Dzień jest coraz krótszy, śpię coraz więcej, tuszę więc, że niedługo przyjdzie czas na Burroughsa. Ale jeszcze nie teraz.
Ze starych rzeczy: kompletnie niedookreślony projekt, na który mówię "gra" (z braku lepszej nazwy) przechodzi po 2 latach kolejną rundę rozwałkowywania i parcelowania. Zdecydowanie muszę pożreć parę książek o programowaniu, zacznę chyba od opasłego "Code Complete". Na razie nie wiem, jak niektóre podstawowe rzeczy ugryźć, sporo mi rozjaśniła lektura "Programming Game AI by Example", ale dalej czegoś mi brak. I coś tak czuję, że nie wydłubię "gry" w moim ulubionym PureData.
TiddlyWiki – niestety zawiodła. Coś się źle zapisało, plik wyszedł połowę mniejszy niż powinien. Notatki ocalały, ale silnik szlag trafił. Duża szkoda. Trudno, szukam dalej czegoś do prowadzenia notatek. Tomboy, Xournal, Jarnal, WikidPad, Bournal, Wiki in a jar, Basket i cała masa innych rozwiązań – ze wszystkimi jest coś nie tak. Albo brak wersji windowsowej/linuksowej, albo niekompatybilność kodowania znaków między platformami, albo niestabilność... Ze sprawdzonych i niezawodnych środowisk na placu boju zostały wyłącznie Inkscape – graficzny bloatware do gryzdania tabletem i podobnie nadmuchany Emacs - do notatek tekstowych, do którego po przebojach przy konfiguracji lispowego środowiska pod XP podchodzę jak do jeża. Z racji ilości czytanych przeze mnie rzeczy na celowniku znalazło się też Tellico – narzędzie pomocne przy porządkach w zbiorach cyfrowych, oraz Recoll - lekki indekser przeróżnych plików tekstowych.

Jeszcze garść ciekawych linków:
BSODTV - chłopaki w komputerowym garażowym show pokazują jak dobrać się do konsoli albo zrobić dobrą antenę wifi. Przyjmą każdego, kto zrobi dobry materiał wideo.
Dwarf Fortress to dla tej jednej gry następnego laptoka wybiorę takiego z klawiaturą numeryczną.
Fusbi umożliwił mi powrót do pracy w ukochanym dynebolicu.

2009-08-19

Mega gówniane narzędzia PROFIX

Notka o narzędziach. Naszych, polskich niestety. Kupiłem gdzieś, już nie pamiętam gdzie, komplet "pilników precyzyjnych - iglaków 140 mm" firmy PROFIX. Znaczy kiedy kupowałem, myślałem naiwnie, że to pilniki. Wyglądały podobnie. Producent odpowiedzialny jest za markę PROLINE, na opakowaniu pisze "MEGA dobry wybór". Niestety dla mnie to mega wielkie gówno.
Trzeba wam wiedzieć, że były to najbardziej gówniane narzędzia, jakie w życiu widziałem. Stal giąłem i łamałem bez wysiłku, tak po prostu palcach jednej ręki (z zestawu 10 szt. zostało mi 7,5 - tylko dlatego, że z nich nie korzystam), pilniki trwale traciły właściwości ścierne w kontakcie z dowolnym stalowym przedmiotem - zamiast z drutu od parasola, to z pilnika leciały opiłki.
Przebijają w swej gównianości wszystko, nawet wiertła do metalu Top Tools f-my TOPEX (wiertło 2 mm złamało się dopiero na drugiej stalowej blaszce 0,5 mm, przyzwyczajony do fedrowania w ścianach pewnie za mocno docisnąłem), nawet chińskie wkrętaki precyzyjne, bardziej miękkie od miedzi, którymi jakoś dałem radę odkręcić śrubeczki, niektóre z nich służą mi do dziś do dokręcania okularów.
Nie kupię nigdy więcej absolutnie nic od PROFIX. I Was uczulam. Tanie narzędzia nie muszą być złe, wiertarka (Einhell) za 70 zł jest ze mną już czwarty rok. Może miałem szczęście z tą akurat sztuką, a może tanie jednak może być dobre.
"Pilniki" od PROFIX / PROLINE - to absolutnie najgorszy syf, jaki miałem w rękach.
Jeszcze na dowód - wideo.

Ten blog nie jest w żadnym wypadku pierdo-periodykiem.